był królem tego miasta
z papierosem zamiast berła
był lokalnym świętym w szarej dymu aureoli
był pupilem dziwek
cytowanym przez barmanów
i ciągłe powroty. kilka dni temu ściągnęłam sobie na nowo płytę [sic!] hey. słucham tego i z każdą piosenką kojarzy mi się inny fragment mojego życia. od tej płyty wszystko się zaczęło. po części dzięki tej płycie jestem teraz taka, jaka jestem. po prawie rocznej przerwie od tego zespołu, słucha się ich dobrze. ale wiem, że to tylko na jakiś czas. nie potrafiłabym do tego wrócić na stałe. momentami wydaje mi się infantylne, momentami mam w głowie zbyt wiele wspomnień, a czasem po prostu sobie ucieka sekunda za sekundą na winampie.
no i dobrze jest. generalnie jest bardzo dobrze. układa się w szkole, koniec roku i koniec szkoły niebawem. układa się jakoś w domu. raz lepiej, raz gorzej. chyba znowu uciekam. chyba znowu zaczynam robić tak, jak przez ostatnie dwa lata. ucieczka nie jest rozwiązaniem. nie radzę sobie z tym nadal. nie wiem, kiedy ostatecznie się pogodzę, że tu nigdy nie będzie miło i fajnie. idę tam, gdzie mnie chcą. tam, gdzie usłyszę dobre słowo, zobaczę uśmiech. tam, gdzie ktoś ucieszy się z mojej obecności. bo tutaj z mojej obecności cieszy się o jedną osobę za mało. układa się z sebastianem. to jedyny punkt odniesienia, który pozostaje niezmiennie idealny. nic się nie zmienia. cały czas jest tak dobrze, jak dwudziestego trzeciego lutego o 23;50, jeśli nie lepiej. gdyby tylko te kilka spraw nie spędzało mi snu z powiek... te kilka tak istotnych spraw... uciekać można do pewnego momentu. nagle droga się kończy i zostaje tylko ślepy zaułek, w którym już nawet nie można krzyczeć o pomoc, bo od ciągłego biegu w dal brakuje tchu.
idzie wiosna. wiosna zagościła w parku, w korzeniach drzew, w przyrodzie, ale i w nas. uśmiechamy się!
trzymajcie się. ciepło, jak najcieplej.
hej, podaj rękę i
pójdziemy drogą letnich dni
to bliżej, niż byś chciał
nie czekaj, dotknij, zobacz sam
jest pięknie. kto powinien wiedzieć o co chodzi, dobrze wie. wszystko naraz zaczęło się układać. grzywka, szkoła, póki co dom, a przede wszystkim sprawy sercowe jaśminy. nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, ale póki co kazdy wschód słońca przynosi uśmiech. taaaki szeroki! nawet, jeśli odsłaniam zasłony i widzę kałuże, to jakoś przyjemniej się patrzy.
za szybą tylko sny,
sączą się z ust,
wsiąkają w cień
zdjęcia do konkursu fotograficznego 'miechowice w obiektywie' wybrane. wywołanie zlecone, wykonane już w sumie, o ile powiadomienie mailowe nie kłamało. jutro jadę odebrać. jestem podekscytowana tak, jakby jutro było Boże Narodzenie i czekałabym na nową lalkę pod choinką. i wszystko jest takie nowe, świeże i przyjemne. wszystkie uczucia płynące w moich żyłach i tętnicach są takie nieznane i niespotkane wcześniej. są piękne takie.
i nawet nie chce mi się zasypiać, bo dzień taki piekny. i mogłabym wstawać codziennie o 5, żeby mieć go jak najwięcej.
powiedz tylko...
powiedz'tak'
i nawet tego nie musisz mówić. bo ja to wiem. : )
mam nadzieję, że 2008 przyniesie Wam/przynosi tyle szczęścia, co mi! a może i więcej!
trzymajcie się i wybaczcie zaniedbanie.